Czy język ma być piękny? O motywacji do uczenia się nowych słów

język angielski słownictwo

Czy język ma być piękny?

Na tak postawione pytanie profesor Jerzy Bralczyk w rozmowie z Tomaszem Raczkiem odpowiedział:

Uroda języka jest dla mnie czymś wtórnym. Estetycznie, owszem, powinniśmy to odbierać. Ale przede wszystkim powinniśmy mieć poczucie takiej adekwatności, tego, że to pasuje. Ale sam też bym nie bardzo chciał, żeby o moim języku mówiono, że on jest ładny.[…] wolałbym, żeby ten język był precyzyjny.

Precyzja będzie punktem wyjścia do rozmowy na temat nauki języka, obcego, ale nie tylko. W dalszej części tekstu dużo o adekwatności, nieco mniej o pięknie. Choć kto wie? 

Stopień szczegółowości języka (language granularity)

Ecstatic, blissful, dejected, woeful czy nie są to po prostu przykłady języka pretensjonalnego, mającego na celu wywarcie wrażenia? Forma, która przerasta treść? Gdy słuchałam rozmowy z profesorem Bralczykiem byłam w trakcie czytania książki How Emotions Are Made: The Secret Life of the Brain Lisy Feldman Barret. W jednym z rozdziałów autorka poświęciła nieco miejsca poziomowi granulacji językowej. Stwierdza, że na naukę słów można spojrzeć jak na naukę nowych pojęć. A nowe koncepty pozwalają nam, między innymi, zadbać o zdrowie i dobrostan psychiczny.

Nadrzędnym zadaniem mózgu jest utrzymanie nas przy życiu; w tym celu zarządza on zasobami: wodą, solą, glukozą czy kortyzolem. Jeśli przewiduje zagrożenie, podnosi tętno, zanim jeszcze zaczniemy uciekać. Sam mózg jest zamknięty w ciemności czaszki. Wszystko, czego doświadczamy za pomocą oczu, uszu, nosa, skóry, jest mu przekazywane za pośrednictwem synaps. Układ nerwowy rekonstruuje rzeczywistość i tworzy symulacje oparte na przeszłych doświadczeniach.Tu wkracza język. Jeśli naszym jedynym pojęciem na dyskomfort jest czuję się źle, mózg ma bardzo ograniczone pole manewru w kwestii dopasowania budżetu, uruchamia ogólny alarm, wyrzucając kortyzol, co obciąża serce i układ odpornościowy. Gdy precyzyjnie nazwiemy ten stan np. „czuję lekką irytację brakiem odpowiedzi”, a nie jestem wściekły, układ nerwowy może dobrać dokładną dawkę zasobów. Nie marnuje energii na pełną reakcję stresową.

Z badań przytoczonych przez autorkę wynika, że osoby posługujące się precyzyjnym językiem rzadziej nadużywają alkoholu w stresujących sytuacjach oraz rzadziej uciekają się do agresji w ramach zemsty. Okazuje się, że język może mieć wpływ na nasze zdrowie zarówno psychiczne, jak i fizyczne.

Jakie korzyści płyną z wysokiej ziarnistości językowej? 

Uczenie (się) słów to nie sztuka dla sztuki. Język służy komunikacji. Między byciem wysłuchanym a byciem zrozumianym rozciąga się całkiem spora przestrzeń, w której rodzą się nieporozumienia. To, że odbiorca nas słucha, nie oznacza jeszcze, że odbierze komunikat dokładnie tak, jak byśmy chcieli. Im precyzyjniejszy język, tym mniejsze pole do domysłów. Porównajmy:

  • Szukam zielonej sukienki. -> Szukam sukienki w kolorze oliwkowej zieleni o matowym odcieniu.
  • Zrób to na jutro. -> Wyślij mi wersję roboczą do 18:00, bez grafik, tylko treść.
  • To było słabe zachowanie. -> Potraktował mnie z góry jak osobę mniej kompetentną.

Idąc o krok dalej, zubożały, schematyczny język upraszcza rzeczywistość, eliminuje niuanse. Niejasny język rodzi niejasne myślenie. Osoba o wysokiej ziarnistości dostrzega różnicę między argumentem a hasłem, opisem a sugestią. Nie musi uciekać się do prostych dychotomii my–oni, dobro–zło, wolność–niewola. Takie osoby są mniej podatne na manipulację. Ich język nie upraszcza świata na siłę, pozwala go opisać z większą dokładnością, a dzięki temu lepiej się w nim poruszać. W praktyce oznacza to po prostu większą samodzielność myślenia. 

Język może nas również ograniczać. Tyle widzimy ile potrafimy nazwać. Jeśli brakuje nam słów, doświadczenie pozostaje w nas jako coś nieuchwytnego. Precyzyjny dobór wyrażeń nie odbiera przyjemności, przeciwnie: pozwala ją poczuć. Skupiając się na szczegółach, zamiast miłego zapachu czujemy delikatny zapach kwitnących jaśminów. Opisując rzeczywistość, nie tylko rejestrujemy wrażenie, ale również świadomie i uważnie je odczuwamy.

Na zakończenie pozostaje kwestia czystej przyjemności. Bo precyzyjny język, choć profesor Bralczyk nie chciałby go nazywać ładnym, ma swoją własną estetykę. A z trafności i zgrabnie ułożonych myśli można czerpać satysfakcję. Czasami warto zabłądzić między słowami tylko po to, by tę celność poczuć.

Język w budowie

W nauce języków obcych wysoka ziarnistość bywa niedoceniana, bo często myli się ją z bogatym słownictwem. Kiedy myślimy o tym w ten sposób, motywacja łatwo spada. Wystarczy przecież uznać, że nie musimy być poetami i problem znika. Tymczasem precyzja to nie kwestia literackich popisów, a sprawczości. Znajomość synonimów i różnic między nimi pozwala lepiej odnaleźć się w konkretnej sytuacji, poczuć różnicę między tym, co neutralne, a tym, co brzmi zbyt ostro, ironicznie czy bezpośrednio. Im większa precyzja, tym mniejsze ryzyko nieporozumień, zwłaszcza tych kulturowych, i większa odporność na uproszczenia. Poznawanie nowych słów i konceptów pomaga uczniowi dostrzec, że języki nie są swoimi prostymi odpowiednikami. To, co w jednym jest powszechne i neutralne, w drugim może brzmieć archaicznie lub zbyt emocjonalnie. Znajomość słowa nie sprowadza się tylko do znaczenia czy formy, ale obejmuje również użycie (umiejętność wybrania odpowiedniego słowa w określonej sytuacji oraz w nowym kontekście, w którym do tej pory nie był widziany przez uczącego się). Więcej na ten temat przeczytasz tutaj. Zrozumienie tego chroni przed myśleniem typu ,,to znaczy dokładnie to samo” i uczy odczytywać prawdziwe intencje rozmówcy. Nauka języka przestaje być szukaniem odpowiedników, a staje się ćwiczeniem z uważności i wychodzeniem poza to, co znane. To kompetencje, które zostają z uczniem.

Pisząc o nauce języka, celowo nie użyłam słowa obcego, bo pielęgnowanie języka ojczystego to także nauka nowych słów. Kultura nanosekundy nie sprzyja dbałości o język ojczysty, a ten z czasem może ubożeć. Zdarza się, że podobnie jak nasi uczniowie rozumiemy osobę, która używa precyzyjnego języka, lecz sami nie władamy taką polszczyzną. Produkcja, ach produkcja! Motywujemy kursantów do sięgania po więcej. Chcemy, aby biegle posługiwali się językiem w mowie i piśmie, tego samego możemy życzyć sobie, bez względu na to, czy będzie to język ojczysty, czy obcy. Pozwoli nam to także na własnej skórze poczuć perspektywę ucznia. 

Jedną z rzeczy, które robię, aby rozwijać swój język polski, jest pisanie tego bloga. Niewypowiedziane myśli mają sens. Na kartce moje ograniczenia stają się wyraźne, można wręcz powiedzieć, że widać je czarno na białym. Uczę się też od innych. Lubię wyłapywać sformułowania, które wydają mi się ciekawe Jeśli uznam, że jakieś słowo jest mi potrzebne, włączam je do swojego codziennego języka. W osobnym pliku gromadzę też wyrazy, które chcę zapamiętać.

Pomimo tego, że, a może właśnie dlatego, na co dzień w wiadomościach prywatnych piszę chaotycznie i nieporadnie, wyręczam się genAI w pisaniu tekstów, na które nie mam ochoty marnować czasu, a mówiąc w pośpiechu, używam pospolitych słów wiem, jak ważna jest praca własna. Tworzenie zamiast biernej konsumpcji, moment refleksji w miejsce pośpiechu, jedno własne zdanie zamiast dziesięciu cudzych.  

Podobnie pracuję z językiem angielskim. Jeśli chcesz zobaczyć fragmenty książek, które zdarza mi się zapisywać, zapraszam do obejrzenia serii „Urywki z literatury” w moich zapisanych stories na Instagramie.

Przenieśmy wnioski do klasy (i poza nią)

Na tym etapie większość nauczycieli może mieć w głowie jedno pytanie: w teorii brzmi to pięknie, ale co z praktyką? Wiemy, że nie każdy uczeń chce lub może opanować język w takim stopniu, a do tego dochodzą ograniczenia czasowe. Sama nie jestem zwolenniczką przedstawiania rozwiązań jako idealnych dla wszystkich, bez rozmawiania o tym, co potencjalnie może się nie udać, jakie są ograniczenia danego pomysłu, produktu, sytuacji [wstaw dowolne]. Tego wpisu nie da się, i nie powinno, przenieść 1:1 do każdej klasy. Można go potraktować jako treść do przemyślenia i przeanalizowania.

Być może po przeczytaniu tego tekstu dojdziesz do wniosku, że warto popracować nad językiem, bo przekonały cię argumenty o zdrowiu mózgu i korzyściach intelektualnych. A jeśli od zawsze zatrzymywałaś się nad ciekawą frazą, ale brakowało ci impulsu, by ją zapisać ten pomysł będzie dla ciebie zachętą.

Jeśli pracujesz z ambitnym uczniem na poziomie C1, z którym dotąd nie rozmawiałaś o precyzji języka i tzw. language granularity, niewykluczone, że uznasz, że warto o tym wspomnieć i uświadomić mu, że nauka słownictwa to także realne korzyści dla zdrowia, łatwiejsza komunikacja za granicą i rozwój intelektualny. Czasami wystarczy przemycić kilka ciekawostek, by zainspirować ucznia.

A może po przeczytaniu tego wpisu wpadniesz na pomysł na zajęcia dla twojego ucznia. Mi podczas pisania do głowy przyszły takie zadania:

Kiedy uczeń opowiada o przeszłości, słuchaj uważnie, jakich słów używa do opisu swoich przeżyć. Gdy usłyszysz zbyt ogólne sformułowanie, zapisz je na kartce i wróć do niego w odpowiednim momencie. Poproś ucznia, aby spróbował znaleźć bardziej precyzyjne określenie. Warto zacząć od pokazania przykładu: Spotkanie było niefajne. -> bezowocne: brak konkretnych ustaleń i strata czasu, mimo miłej atmosfery
W przypadku osób, które mają problem z samodzielnym znalezieniem odpowiednich słów, możesz zastosować metodę wyboru. Podaj kilka opcji i zapytaj, która z nich najlepiej oddaje daną sytuację: czy zachowanie było nieuprzejme, nieprofesjonalne, protekcjonalne czy może nielojalne? Taki wybór nie tylko wzbogaca słownictwo, ale też zmusza do głębszej refleksji nad tym, co się właściwie wydarzyło.

Pytając ucznia o to, jak czuł się w danej sytuacji, zwróć uwagę na słowa, których używa. Wyświetl na ekranie lub połóż na stole koło emocji (szczegółowy wykres, który zaczyna się od podstawowych stanów w centrum i rozgałęzia się w stronę coraz bardziej precyzyjnych określeń na obrzeżach). Zachęcaj ucznia do analizy dostępnych opcji, dopóki nie odnajdzie słowa, które najtrafniej oddaje jego doświadczenie, na przykład zamieniając ogólne określenie smutny na bardziej precyzyjne, jak odizolowany czy bezradny.

Pracę nad precyzją można przenieść również na grunt egzaminacyjny, szczególnie podczas przygotowań do tworzenia wypowiedzi pisemnej. Warto pokazywać uczniom, jak precyzja pozwala nie tylko odnieść się do punktu polecenia, ale również go rozwinąć.
Konkretne pomysły na to, jak rozwijać tę umiejętność, zebrałam w moim e-booku. Poniżej znajdziesz przykładowe zadanie znajdujące się w środku.

Może dzięki rozmowom o hygge, lagom czy innych obcych terminach zaczniesz patrzeć na nieznane słowa z większą ciekawością. Wszak każde takie słowo to inna perspektywa na rzeczywistość:

Niewykluczone, że jako rodzic dostrzeżesz w tym tekście przypomnienie o wadze precyzji w języku ojczystym. Dzieci chłoną słowa jak gąbka. To niesamowite, jak szybko potrafią przyswoić nowe nazwy, jeśli tylko damy im taką szansę. Zamiast leci ptak możesz powiedzieć leci skowronek. Unikając niepotrzebnej infantylizacji języka na rzecz konkretu, nie tylko wzbogacasz świat dziecka, ale też uczysz je uważności na detale od najmłodszych lat.

A może podczas zajęć grupowych zainicjujesz dyskusję na temat piękna i precyzji, tworząc przestrzeń do wzajemnej wymiany spostrzeżeń?

Mam nadzieję, że znajdziesz w tym artykule coś, co cię zainspiruje.

Wnioski należą do Ciebie : ) 

Fajnego Satysfakcjonującego uczenia!


Czytaj dalej